Moje dziecko nie chce jeść! czyli jak poradzić sobie z “niejadkiem”

Moje dziecko nie chce jeść… ups… to Twoje dziecko nie chce jeść, ja z moim starszym synem nie mam takich problemów, ale jestem w stanie zrozumieć rozpacz matek, których dzieci rzeczywiście nie jedzą, albo „nie jedzą”…. czemu piszę w cudzysłowie? Bo jestem właśnie po lekturze książki pt. Moje dziecko nie chce jeść, autorstwa pediatry Carlosa Gonzalesa. Cenna pozycja dla każdego rodzica, po którą warto sięgnąć. Autor obala w niej wiele mitów dotyczących żywienia dzieci, z wieloma nietrudno się nie zgodzić. Ale do rzeczy, przede wszystkim sięgnęłam po tę książkę, ponieważ znam dzieci które nie chcą jeść … ale np. jedzą chętnie słodycze. Znam również przypadek dziecka, które od urodzenie po dziś dzień „nie chce jeść”, w wieku niemowlęcym przechodziło szereg badań. Dziś ma ok. 10 lat jest zdrowe, drobne, energiczne, zdolne i dalej nie je. Sama jestem dzieckiem, które nie jadło zupy pomidorowej, bo mi nie smakowała, och okropnie nie znosiłam jej smaku i zapachu! No i niestety byłam zmuszana do tego by ją zjeść, bo cała Polska je! siedziałam nad talerzem tej zupy nawet 3 godziny ... latem, w wakacje traciłam czas… podczas gdy dzieci bawiły się na dworze. Płakałam i bardzo chciałam ją zjeść, ale nie mogłam przełknąć. W desperacji dosypywałam do niej cukier, wlewałam oranżadę, gdy nikt nie widział… i niestety nie jem zupy pomidorowej do dziś. Byłam zmuszana i po dziś dzień nienawidzę nawet jej zapachu! I właśnie o tym jest min. ta książka. O zmuszaniu dzieci do jedzenia.

Poruszę w tym artykule kilka kwestii, które zapadły mi w pamięć, bo wszystkiego nie sposób ogarnąć, zachęcam Was do lektury książki. Autor wykorzystuje tu listy, od rodziców dzieci które „nie chcą jeść”, podchodzi do nich sarkastycznie i na każdy list ma swoją odpowiedź. Humor czyni książkę przyjemniejszą w lekturze. Przede wszystkim z książki płynie pewna dosyć ważna myśl: Nie zmuszaj dziecka do jedzenia, Nie zmuszaj nigdy, żadnym sposobem, pod żadnym pozorem, z żadnego powodu. Osobiście zgadzam się z tym w 100%.

Co jeszcze autor Carlos Gonzales napisał cennego w swojej publikacji?

Dzieci w wieku niemowlęcym jedzą dużo, dlaczego? Odpowiedz jest prosta - rosną dosyć szybko. Potrajają swoją wagę, nigdy już tak szybko rosnąć nie będą, dlatego ok. 1 roku życia jedzą mniej, wiele matek skarży się wówczas na spadek apetytu. Niemowlaki jedzą, dlatego że rosną ! Ale nie wszystkie. Są dzieci, które rosną wolniej, bo są drobniejsze, szczuplejsze, mają takie geny a nie inne. Jedno dziecko będzie potrzebowało 900 ml mleka na dobę, a inne 500 ml. Stąd tak często nam matkom ciężko te dzieci wykarmić. A w procesie dorastania będą jadły jeszcze mniej, bo wolniej będą rosły. Tu pułapką mogą okazać się mleka modyfikowane, które mówią nam że mamy podać na dobę określoną ilość mleka niemowlakowi, np. 800 ml. Jest to wartość zawyżona maksymalnie. Dziecko powiedzmy 3 miesięczne może potrzebować od 500 do 800 ml mleka, producent nie może podać na opakowaniu najmniejszej ilości, bo byłaby ona za mała dla wielu dzieci, średniej też nie może wyciągnąć, bo znowu ktoś byłby głodny, więc podaje maksymalną! Nam może wydawać się, że dzieci z czasem rosną więcej szybciej, że mają większe zapotrzebowanie kaloryczne, a tak wcale być nie musi… Wiek, wzrost, aktywność fizyczna, metabolizm to wszystko decyduje o tym, czemu jedna osoba je mniej a druga więcej. Często zastanawiamy się gdzie ona – nasza koleżanka z pracy mieści słodkie bułki, na drugie śniadanie i hamburgera w porze lanczu, mając przy tym 160 cm wzrostu i 50 kg wagi i figurę modelki Twiggy. A nas zżera zazdrość, dlaczego? wcinamy kiełki, bo lato za pasem!

Dzieci mają mały żołądek, w związku z tym potrzebują skoncentrowanego posiłku, kalorycznego, w niewielkiej objętości. Stąd ciężko im zaakceptować warzywa i owoce, które kaloryczność mają niewielką a do tego jeszcze sporo błonnika. W porównaniu z pokarmem matki które ma 70 kcal na 100 gram, wartość posiłku z owoców i warzyw jest mała bo jakieś kilkanaście kalorii. A dzieci są mądre 🙂 Nie oznacza to jednak, że masz nie dawać mu warzyw!

Dziecko wie ile chce zjeść, ile potrzebuje, co mu smakuje. Ach ta zupa pomidorowa 🙂 A naszym zadaniem jest mu dać wybór, wiele matek martwi się, że dzieci jedzą tylko czekoladę, a no jedzą skoro otrzymały ją od rodzica w ofercie żywieniowej, to ją właśnie wybrały. Więc jeśli chcą, aby ich dzieci jadły zdrowe produkty, muszą czekoladę odstawić głęboko do spiżarni i wyjąć ją na Boże Narodzenie 😉 przy odrobinie szczęścia okaże się być przeterminowana, tj u mnie 😉 Autor, jako ekspert twierdzi, ze dziecko doskonale zadba o własne zdrowie wybierając to czego mu potrzeba! A niestety wiele matek ma wygórowane oczekiwania w stosunku do swoich dzieci, a wręcz dąży do ich przekarmiania.. Jeśli dzieciak 2 letni, ok. 10 kg wagi, potrzebujący ok. 800 kcal zje przykładowo: pól litra mleka dziennie bo lubi, bułkę słodką, szklankę soku, i jogurt o smaku truskawkowym, to jego zapotrzebowanie kaloryczne na dany dzień jest w zupełności pokryte, a gdzie warzywa, owoce, mięso?

Autor dosyć ironicznie pisze o matkach, których wyobraźnia podczas karmienia dziecka nie ma granic! Przyznam szczerze ze ten fragment książki rozbawił mnie do łez! matki są straszne 😉 Stosują następujące metody:

rozpraszenie – piosenki, zabawki, no i w końcu telewizja, bo to nieuniknione..
prośby – nie rób mi tego! Mama tak cię kocha!
obietnice - jak zjesz, to kupię ci klocki
groźby – nie pójdziesz się bawić dopóki nie zjesz- znam to doskonale z dzieciństwa ..
błagania – za babcię, za dziadka
przykłady z życia- zobacz że Kacper zjadł wszystko, a ty.. nie możesz przełknąć ani kęsa ! Jeden z najgorszych możliwych sposobów, a czemu? A no wyobraź sobie, że siedzisz z koleżanką i pijesz kawę. Nagle wchodzi Twój maż i mówi: Zrobiłabyś coś ze sobą, Klara tak ładnie wygląda, wyszczuplała, zawsze pomalowana, zadbana a Ty? Po czym wychodzi, a Ty zostajesz sam na sam z Klarą...upss, wolno mu? Kogo bardziej znienawidzisz? Męża czy Klarę? 😉

Autor krytykuje wszelkie pobudzacze apetytu, których aplikowanie dziecku nie ma sensu, nawet jeśli zadziałają to po odstawieniu przestaną, a ponadto pisze o ich szkodliwości. Sugeruje również, aby za bardzo nie przejmować się siatkami centylowymi.

Co zrobić jeśli dziecko „nie chce jeść” albo rzeczywiście nie chce jeść? Jak poradzić sobie z niejadkiem?

Autor przekonuje, że dziecko które nie chce jeść (w oczach rodziców) nie zacznie nagle jeść ... dziecko, nie je tygodniami, miesiącami, tzn ono je tylko Wam wydaje się że ono nie je, no bo np. wypije szklankę mleka, zje ziemniaka i coś tam jeszcze, a nie daj Boże batonika który dostarczy mu dużo i na długo kalorii…- dziecko nie zacznie jeść ! Nie przyjdzie nagle do mamy i powie: przemyślałem sprawę, zacznę jeść 🙂  przepraszam i matka nie rozanieli się z radości.. To dziecko nie padnie też trupem, z powodu, że „nie je” jednak co zrobić w tej sytuacji skoro dalej upierasz się, że Twoje dziecko nie je? Dać dziecku spokój, zamknąć się w pokoju w razie złości i łez, skoro nie możemy się z tym pogodzić. Kupić wagę i zacząć ważyć dziecko ! Oto plan działania, co zrobić gdy dziecko nie chce jeść, jak postępować z niejadkiem?

1. Zważ dziecko
2. Nie zmuszaj go do jedzenia
3. Zważ ponownie po kilku dniach, tygodniu
4. Jeśli nie schudło, patrz krok nr 2
5. Jeśli schudło – rób co chcesz! ( np. wizyta u lekarza)
i dodam od siebie – wyrzuć z domu śmieciowe jedzenie!!!!!

Wiele słów autor poświęca też karmieniu piersią, dlatego tak cenna jest ta pozycja dla matek które chcą karmić, warto po nią sięgnąć jeszcze przed porodem. Przede wszystkim maluch jest karmiony na żądanie i wcale nie trzeba budzić go po trzech godzinach, bo może on potrzebuje po 3 i pół, nie ma kobiet które mają wodę zamiast mleka, albo mają za mało mleka. Są dzieci które potrzebują go więcej albo mniej.

Ważną kwestią, którą autor porusza i która mnie osobiście wbiła w ziemię jest podawanie dziecku wody, soków czy też herbatek. My wiemy już że woda jest najważniejsza, ale dzieci jej nie chcą, a czy ktoś Wam kiedyś powiedział, że dziecko musi pić wodę, zwłaszcza karmione mlekiem modyfikowanym po odstawieniu od piersi? Bo mnie tak, nie wiem kto i kiedy, może był to wujaszek Google. Do dziś przeklinam ten dzień, bo w ten sposób stałam się ofiarą soczków! Twoje dziecko odmawia wody, przy okazji przychodzi upalne lato… dziecko pije mleko modyfikowane, zjada stałe pokarmy i nadal nie chce tej piekielnej wody, a upał jest coraz większy, przy okazji wybierasz się na tropikalne wakacje..a dzieciak wody nie pije! No to dawaj soczki… A niby na bazie czego przygotowujesz mleko modyfikowane? Czy przypadkiem nie jest to woda, skoro dzieciak wypija powiedzmy 400 ml mleka to i wypije 400 ml wody. Koniec kropka. I tyle mu wystarczy. Do tego należy podać mu w ramach posiłku np. podwieczorku pomarańcza, zamiast soku. Dlaczego? a bo z ilu pomarańczy składa się szklanka soku.. nie z trzech przypadkiem. Z jednej pomarańczy robią się trzy i tu znowu zacznie się dramat matek których dzieci „nie jedzą” bo zjadły tylko 400 ml mleka i sok… co to jest sok…? A szklanka soku jest bardziej kaloryczna od jednej pomarańczy. Całe szczęście, moje dziecko w końcu nauczyło się pić wodę, ale droga do tego była kręta i wyboista.

Książka z pewnością jest kopalnią wiedzy, polecam i doradzam też podejście zdroworozsądkowe. Pamiętajmy że żyjemy w klimacie zmiennym, wirusy grypowe atakują nas przez cały rok, mutują się i przede wszystkim musimy naszym dzieciom dostarczać witaminy C, a jej cennym źródłem są warzywa i owoce. Uwaga ta kierowana jest do osób, które mogłyby opacznie zrozumieć kwestię warzyw poruszaną przez autora. Ale o tym to już przeczytacie w omówionej publikacji 🙂

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

*